Cześć,

cieszę się, że trafiłaś na mojego bloga i chcesz poznać jego autora o imieniu Staszek. 

Zawodowo zajmuje się marketingiem, a po godzinach udzielam się m.in. jako wolontariusz i kształcę w zakresie behawiorystyki kotów. W głowie może zapalić Ci się czerwona lampka, jak kotom, kiedy widzą wnoszony pusty transporter do pokoju (to znak, że czeka wizyta u weterynarza i pora uciekać), dlaczego mam być wiarygodnym źródłem informacji, skoro zajmuje się sprzedawaniem produktów i usług. 

Od ponad 8 lat jestem domem tymczasowym w poznańskich fundacjach, a na moim łóżku spało już ponad 36 kotów tymczasowych. W tym czasie popełniłem wiele błędów w opiece nad kotami. Jednak dzięki uczestniczeniu w kursach, szkoleniach i kongresach behawiorystycznych zdobywam wiedzę, jak być świadomym opiekunem kotów. Do tego sięgam po specjalistyczne książki, które dedykowane są dla studentów weterynarii, czy behawiorystyki.  

Na podstawie zdobytej wiedzy z wiarygodnych źródeł staram się wspierać w nas w byciu lepszym opiekunem mruczków. Przydaje się w tym również znajomość branży marketingowej, aby odsiać sprzedażowy bełkot od faktów.

Żaden blog o kotach nigdy nie zastąpi indywidualnej porady z behawiorystą, który może zobaczyć zwierzaka na żywo. Jednak chciałbym, aby KociTata był furtką na świat świadomej opieki nad kotami i odczarował negatywny wizerunek tych zwierząt. 

Zakładka jednak nazywa się “o kocim tacie”, więc wypada napisać coś więcej o sobie. 

Przed wybraniem Kociego Taty i wolontariatu, jako głównego zajęcia po godzinach pracy mogliśmy spotkać się w klubach rozsianych po całej Polsce, a nawet na 20 Przystanku Woodstock, podczas którego występowałem w roli DJ (ten typ na pierwszym planie co wygląda jak kot po wylizaniu 10 kg kociej miętki to ja).

Jednak wraz z wiekiem zmieniają się również priorytety, a moim została opieka nad kotami i pomaganie innym robić to jak najlepiej. Chciałbym również zerwać ze stereotypami, w których kociarze i kociary siedzą wyłącznie z kotami pod kocem i są nudnymi ludźmi. Oprócz nieustającego uzależnienia od muzyki (już innej niż tej w filmie powyżej) uwielbiam zasiadać w kinach studyjnych, aby poprzez filmy doznawać nowych rzeczy i odkrywać siebie. 

Do zobaczenia!

Staszek